Trips With Kids

Camp Zagreb – kajaki na sztucznym stawie

Z Klenovicy wyjechaliśmy rano, zostawiając za sobą widok na Adriatyk. Teraz przed nami ok. 2,5 godziny jazdy na północ, w stronę Zagrzebia. Ostatni etap chorwackiej części naszej wyprawy.

Chorwacja za oknem stopniowo się zmieniała. Kamieniste wybrzeże i skaliste wyspy Zatoki Kvarnerskiej ustępowały miejsca zielonym wzgórzom i dolinom środkowej części kraju. Krajobraz robił się coraz bardziej środkowoeuropejski – mniej dramatyczny niż dalmatyńskie klify, ale przyjemny po tygodniach patrzenia na morze. Iwonka zasnęła niemal od razu po wyjechaniu z kempingu, co przy trasie przez góry pomogło nam wszystkim skupić się na drodze.

W połowie trasy zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki Zagrzebia – sieć autostrad, tablice drogowe z nazwami dzielnic, ruch gęstszy niż na wybrzeżu. Chorwacką stolicę omijaliśmy, ale jej obecność było czuć.

Camp Zagreb

Kemping leży na przedmieściach chorwackiej stolicy – z dala od miejskiego hałasu, ale z dobrym dojazdem do autostrady. Już po pierwszym rzucie oka widać, że to miejsce nastawione na gości jadących tranzytem: infrastruktura nowoczesna, czysta, wszystko na swoim miejscu. Sanitariaty zadbane, parcele zadarniowane i zacienione. Żadnych niespodzianek, żadnych problemów – dokładnie tego szukamy.

Ale jest tu coś, co odróżnia Camp Zagreb od typowego kempingu przydrożnego: sztuczny staw, wokół którego rozłożony jest cały teren. Spokojny, nieduży akwen otoczony drzewami – żadnych motorówek, żadnych sportów wodnych z głośnym silnikiem – tylko woda, zieleń dookoła i kilka kajaków czekających przy pomoście. Rozbiliśmy namiot i zanim zdążyliśmy cokolwiek ugotować, dzieci już pytały o te kajaki.

Kajak na stawie

Nie było pytania, czy go wynajmiemy. Wzięliśmy jeden kajak – Iwonka miała nieco ponad rok i kajak nie wchodził w grę, więc jedno z nas zostawało z nią na brzegu, a drugie płynęło z jednym z dzieci. Zmienialiśmy się co chwilę, żeby każdy miał szansę popływać. Staw nie jest wielki – spokojnie można go przepłynąć w kilkanaście minut – ale właśnie o to chodzi: można wracać, zmieniać trasy, robić kolejne rundy bez pośpiechu.

Staw był spokojny, woda ciemna od odbijających się drzew. Czas na pomoście i na wodzie płynął inaczej niż w czasie jazdy czy zwiedzania.

W pewnym momencie zauważyliśmy skały sterczące z wody – wyglądały zupełnie naturalnie, jakby wychodziły spod powierzchni stawu. Podpłynęliśmy bliżej sprawdzić. Sztuczne. Ktoś to po prostu tam postawił. Dzieci uznały to za nie mniej zabawne niż gdyby były prawdziwe, a my przez chwilę czuliśmy się lekko oszukani – co na swój sposób też jest rozrywką.

Po tygodniach w Albanii, Czarnogórze, Bośni i na chorwackim wybrzeżu takie spokojne kajakowanie na cichym stawie miało swój szczególny urok. Żadnych fal, żadnego pośpiechu, żadnej konieczności uważania na motorówki przejeżdżające obok. Morze jest piękne, ale ma swoje zasady – staw pozwalał po prostu popływać.

Z wody wróciliśmy przed wieczorem, ugotowaliśmy coś na kempingowej kuchence i spokojnie zasiedzieliśmy się przy stole. Jutro wyjeżdżamy z Chorwacji, ale wyprawa jeszcze się nie kończy.

Przystanek przed Wiedniem

Camp Zagreb zamknął chorwacki rozdział naszej wyprawy. Trogir, Krka, Klenovica – Chorwacja przyjęła nas życzliwie i żegnała równie spokojnie. Sam Zagrzeb zostawiliśmy sobie na inną okazję; miasto leży tuż obok i kiedyś na pewno wrócimy, żeby je zobaczyć porządnie.

Tymczasem wyprawa trwa. Następnego dnia ruszamy dalej na północ – przed nami jeszcze Wiedeń.