Trips With Kids

Zell am See i Grossglockner – alpejski początek letnich wakacji

W lipcu 2018 roku ruszyliśmy na letnie wakacje – tym razem cel to Alpy i Dolomity. Zanim jednak dotarliśmy do Włoch, czekała nas Austria i jedno z najpiękniejszych przejść alpejskich w Europie.

Nocna jazda

Wakacje zaczęliśmy w poniedziałek wieczorem w lipcu 2018 roku. Około dwudziestej zapakowaliśmy naszego złotego Forda Tourneo Custom – skrzynie z rzeczami zajęły swoje stałe miejsca w bagażniku, czwórka dzieci usadowiła się na tylnych siedzeniach – i ruszyliśmy na południe. Plan był prosty: jechać przez noc, żeby rano być już w Alpach.

Droga autostradą przez Niemcy minęła spokojnie. Dzieci zasnęły dość szybko, więc mogliśmy jechać w ciszy, zatrzymując się tylko na stacjach na kawę i rozruszanie nóg. Około dziesiątej rano następnego dnia byliśmy już w Zell am See.

Zell am See

Zell am See to miasteczko położone nad jeziorem Zeller See w austriackim landzie Salzburg, otoczone ze wszystkich stron górami. Jezioro jest czyste, turkusowe i ma świetne plaże – widać, że to popularne miejsce zarówno latem, jak i zimą.

Zameldowaliśmy się na Camping Seekamp, który leży kilkaset metrów od jeziora. Po nocnej jeździe najważniejsze było rozstawić namiot, najeść się i po prostu odpocząć. Dzieci od razu chciały nad wodę, więc po szybkim rozpakowaniu poszliśmy nad jezioro. Widok na Alpy prosto z plaży – tego nie da się opisać, trzeba zobaczyć.

Kemping sam w sobie był porządny – czysty, dobrze utrzymany, z dostępem do wszystkiego, co potrzebne. Okolica zachęcała do spacerów i nic dziwnego, że większość gości miała rowery lub buty trekkingowe pod namiotem.

Grossglockner – droga, która robi wrażenie

Fot. Großglockner Hochalpenstraßen AG / Michael Stabentheiner

W środę wyruszyliśmy dalej na południe, ale nie najkrótszą trasą. Wybraliśmy Grossglockner-Hochalpenstrasse, czyli Drogę Wielkoalpejską przez Grossglockner – jedną z najbardziej widokowych tras samochodowych w całych Alpach.

Droga prowadzi na wysokość ponad 2500 metrów nad poziomem morza i oferuje widoki, które trudno porównać z czymkolwiek, co do tej pory widzieliśmy. Serpentyny wspinają się coraz wyżej, mijając zielone łąki, kamieniste zbocza i w końcu – wieczne śniegi. Za każdym zakrętem czekał inny widok i ciężko było się nie zatrzymywać co kilkaset metrów.

Punkt widokowy Wilhelma Swarovskiego

Obowiązkowym przystankiem na trasie jest Wilhelm-Swarovski-Beobachtungswarte – punkt widokowy, z którego rozciąga się panorama na lodowiec Pasterze i sam szczyt Grossglocknera (3798 m n.p.m.). Pasterze to największy lodowiec w Austrii, choć z roku na rok się kurczy. Nawet w lipcu leżał tam śnieg i lód, co na dzieci zrobiło ogromne wrażenie – w końcu nie codziennie widzą prawdziwy lodowiec.

Z punktu widokowego widać też okoliczne szczyty, doliny i potoki spływające z lodowca. Powietrze na tej wysokości jest chłodne i rześkie – po upale w dolinie to przyjemna odmiana. Warto zabrać ze sobą bluzę, bo nawet latem temperatura potrafi spaść o kilkanaście stopni w porównaniu z doliną.

W stronę Dolomitów

Po zjechaniu z Grossglocknera kontynuowaliśmy jazdę na południe, przez Tyrol Wschodni i dalej do Włoch. Celem dnia był Camping Cortina w Dolomitach. Droga z alpejskiej przełęczy do włoskiej doliny to zmiana scenerii – z surowych, skalnych szczytów na bardziej zielone, łagodne zbocza, a potem na charakterystyczne dolomitowe iglice.

Na kemping dotarliśmy wieczorem, zmęczeni ale pełni wrażeń. Po rozstawieniu namiotu i kolacji mogliśmy w końcu odpocząć. Przed nami był cały tydzień we włoskich górach, ale o tym w kolejnym wpisie.

Trasa dnia: Zell am See → Grossglockner-Hochalpenstrasse → Camping Cortina (Dolomity), około 250 km.