Poprzedniego dnia zwiedzaliśmy Park Narodowy Krka i dotarliśmy wieczorem na Camping Korana – tuż przy wejściu do Parku Narodowego Jezior Plitwickich. Rano ruszyliśmy na jedną z najsłynniejszych atrakcji Chorwacji.
Jeziora Plitwickie
Park zrobił na nas ogromne wrażenie. Turkusowa woda, kaskady spadające z jednego jeziora do drugiego, drewniane pomosty wijące się między wodospadami – to widoki, których nie zapomina się szybko. System szesnastu jezior połączonych wodospadami tworzy krajobraz, który wygląda jak z filmu.

Spędziliśmy w parku kilka godzin, chodząc po pomostach i korzystając z łódek, które przewożą turystów przez największe jezioro. Trzeba jednak przyznać, że w sierpniu Plitwice przyciągają tłumy. Na wąskich pomostach bywało ciasno, a z wózkiem manewrowanie między grupami turystów wymagało cierpliwości. Mimo to – widoki wynagradzały wszystko. Kolor wody zmieniał się w zależności od głębokości i światła – od szmaragdowego po głęboki turkus.


Szukanie noclegu nad morzem
Po wyjściu z parku wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku wybrzeża – jakieś 70 kilometrów na zachód. Zapragnęliśmy noclegu nad morzem, co w szczycie sezonu okazało się wyzwaniem. Odbiliśmy się od kilku kempingów, które były kompletnie zapełnione. W końcu udało się – Camping Klenovica.
Camping Klenovica
Kemping okazał się dość nietypowy. Położony na zboczu góry, na półkach skalnych, z widokiem na morze. Stanowisko miało betonowe podłoże, więc wbicie śledzi od namiotu wymagało sporej pomysłowości. Do tego od morza wiał silny wiatr, który towarzyszył nam całą noc. Na pocieszenie – kemping miał basen, z którego skorzystaliśmy następnego dnia rano, zanim ruszyliśmy dalej. Czasem to właśnie takie niespodzianki zostają w pamięci najdłużej.
