Prom Newcastle - Amsterdam z dziećmi i autem
Kabina z piętrowymi łóżkami, tańce na pokładzie, maskotka promu i balonowe zwierzaki, a rano holenderskie wybrzeże. Tak wróciliśmy z trzytygodniowej wyprawy po Wielkiej Brytanii.

Kabina z piętrowymi łóżkami, tańce na pokładzie, maskotka promu i balonowe zwierzaki, a rano holenderskie wybrzeże. Tak wróciliśmy z trzytygodniowej wyprawy po Wielkiej Brytanii.

Armaty wycelowane w morze, sale pełne zbroi, kręte schody i trawiaste zbocza, z których dzieci turlały się w dół. Zamek Bamburgh był ostatnim zamkiem naszej brytyjskiej wyprawy.

Przeciskaliśmy się przez kamienne przejścia na rzymskim murze, budowaliśmy tamę w strumieniu nad Loch Lomond i poznaliśmy szkockie meszki. Do tego rozładowany akumulator i tropikalne szklarnie w Glasgow.

Obiad u dawnego kolegi z pracy w Macclesfield, namiot rozbity w błocie jak u Shreka na bagienku i 20-metrowy wodospad Aira Force w Lake District. Tak wyglądał nasz dzień w Krainie Jezior.

Deszcz w Snowdonii, zjeżdżalnie w dawnym kościele, zdjęcie z nazwą, która ma 58 znaków, a wieczorem kemping, który okazał się kawałkiem trawy przy torze gokartowym. Walijski dzień pełen niespodzianek.

Omszałe skały, korzenie jak dinozaury i numerowane punkty do odnalezienia: w Puzzlewood kręcono Gwiezdne wojny, a nasze dzieci zamieniły spacer w wielkie poszukiwania. Wieczorem bingo i koncert z przebojami Olly'ego Mursa na kempingu.

Na wyspę z zamkiem można dojść pieszo tylko przez kilka godzin dziennie, gdy morze się cofnie. Przeszliśmy groblą na St Michael's Mount, a pod kamieniami na dnie zatoki znaleźliśmy kraby.

Dalej na zachód lądem w Anglii już się nie da. Wieczór na Land's End, turkusowa zatoka Porthcurno pod teatrem w skale i noc, w której wiatr prawie złożył nam namiot.

Deszcz dzień w dzień, wąskie drogi i dialekt, którego nie dało się zrozumieć. Na kempingu Lady's Mile w Devon nocowaliśmy dwa razy i wiemy już, gdzie schować się z dziećmi przed brytyjską pogodą.

Kamienie z pocztówek, kaptury na głowach i autobus przez pole. Stonehenge w deszczu trochę nas rozczarowało, za to domy z epoki kamienia i wielki głaz do ciągnięcia dały dzieciom sporo frajdy.

Czerwone mundury, wysokie czarne czapki i przemarsz przez miasteczko, który można oglądać z chodnika. W Windsorze trafiliśmy na zmianę warty, a potem zwiedziliśmy najstarszy zamieszkany zamek świata.

Bilet na czerwony autobus, fotel pilota w samolocie sułtana Omanu i karta pracownika odbita o 12:49 w fabryce samolotów. Brooklands Museum okazało się jedną z najlepszych atrakcji pod Londynem dla dzieci.