Site icon Trips With Kids

Timmelsjoch, Imst i droga do domu - ostatnie dni letnich wakacji 2018

W niedzielę 22 lipca 2018 roku rano złożyliśmy namiot na kempingu Alpin Fitness Waldcamping Völlan koło Merano i ruszyliśmy w kierunku Austrii - ale nie zwykłą trasą dolinną. Przed nami była przełęcz Timmelsjoch, a potem jeszcze trzy dni drogi do domu: Imst w Tyrolu, park wodny AREA 47, nocleg w Bawarii i powrót do Polski.

To był ostatni etap naszej wyprawy Alpy i Dolomity 2018. Zaczęliśmy je w poniedziałek 16 lipca nocną jazdą do Zell am See w Austrii. Potem były Dolomity: tunele na Monte Lagazuoi, a na koniec przełęcz Pordoi, Lago di Carezza i Merano, o czym piszemy we wpisie Sass Pordoi, Lago di Carezza i pizza w Dolomitach.

Przełęcz Timmelsjoch (Passo del Rombo)

Timmelsjoch, po włosku Passo del Rombo, to jedna z najwyższych przejezdnych przełęczy w Alpach. Najwyższy punkt drogi leży na wysokości 2509 m n.p.m., a samą przełęcz mapy podają na 2474 m. Droga łączy dolinę Passiria (Passeier) w Południowym Tyrolu z doliną Ötztal w austriackim Tyrolu. Jest płatna i otwarta tylko od wiosny do jesieni, zimą przejazdu nie ma.

Za Merano wjechaliśmy w dolinę Passiria, a za St. Leonhard droga zaczęła się wspinać. Serpentyny prowadziły coraz wyżej, a widoki z każdym zakrętem robiły się coraz bardziej spektakularne. Zielone zbocza ustępowały miejsca skalnemu, surowemu krajobrazowi.

Pod koniec jechaliśmy wśród nagich skał i płatów śniegu, które w lipcu wciąż leżały po obu stronach drogi. Dzieci przyciskały nosy do szyb i pytały, skąd tu śnieg w środku lata.

Na samej przełęczy zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby rozejrzeć się dookoła. Widok rozciągał się na dziesiątki kilometrów w obie strony - na włoskie doliny i na austriackie szczyty. Powietrze było chłodne i rześkie, a ciszę przerywał tylko wiatr. Jak wygląda przejazd przez Timmelsjoch, zobaczycie na naszym filmie:

Ciekawostka: drogę po austriackiej stronie otwarto 17 lipca 1959 roku, ale kończyła się ona na przełęczy. Przejazd do Południowego Tyrolu otwarto dopiero 15 września 1968 roku.

Muzeum motocykli i krany jak manetki

Po austriackiej stronie, przy punkcie poboru opłat w Hochgurgl, natrafiliśmy na restaurację z muzeum motocykli - ciekawe miejsce dla fanów dwóch kółek. To Top Mountain Motorcycle Museum na wysokości ok. 2175 m n.p.m., otwarte w 2016 roku.

Ale prawdziwą perełką okazały się łazienki. Krany wyglądały jak manetki od motocykla - żeby odkręcić wodę, trzeba było przekręcić manetkę dokładnie tak, jak dodaje się gazu na motorze. Takie detale sprawiają, że przełęcz Timmelsjoch zapada w pamięć nie tylko dzięki widokom. W 2021 roku budynek spłonął, a muzeum odbudowano jeszcze w tym samym roku, więc dziś wygląda inaczej niż podczas naszej wizyty.

Zjazd po austriackiej stronie był równie widowiskowy. Droga schodziła stromymi serpentynami do doliny Ötztal, najdłuższej bocznej doliny w Tyrolu (ok. 65 km), a krajobraz zmieniał się z alpejskiej pustki na zielone łąki i lasy iglaste. Po jakichś dwóch godzinach od wyjazdu z kempingu byliśmy już w Imst.

Serpentyny na austriackiej stronie przełęczy Timmelsjoch. Fot. Les Meloures, Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0 LU

aktivCamping Imst

Na miejscu zameldowaliśmy się na kempingu aktivCamping Imst, który okazał się pełen niespodzianek. Na pierwszy rzut oka mógł rozczarować, bo nie miał własnego basenu. Ale szybko okazało się, że goście kempingu mają bezpłatny wstęp na miejski basen Freibad Imst tuż obok - dosłownie przez płot.

Dzieci były zachwycone, bo basen miejski miał zjeżdżalnie, w tym 80-metrową, i brodzik, więc ostatecznie wyszło nawet lepiej niż typowy kempingowy basen.

To jednak nie koniec atrakcji. Przy zameldowaniu dostaliśmy grubą książeczkę z ofertami i zniżkami na lokalne atrakcje - tor saneczkowy, wyciągi, szlaki, muzea. Imst jako gmina turystyczna naprawdę zadbał o to, żeby goście mieli co robić. Nie spodziewaliśmy się tego po stosunkowo małym tyrolskim miasteczku.

Z wózkiem przez wąwóz Rosengartlschlucht do Family Park Hoch-Imst

W poniedziałek 23 lipca, za namową pana z recepcji kempingu, wybraliśmy się na spacer wąwozem Rosengartlschlucht (oficjalnie Rosengartenschlucht), szlakiem wzdłuż potoku Schinderbach w stronę Hoch-Imst, położonej wyżej części Imst z kolejką górską. Trasa wyglądała na mapie łagodnie - ścieżka nad potokiem, wśród drzew, z widokami na góry.

Problem w tym, że zabraliśmy wózek. Na początku szło nieźle - ścieżka była szeroka i utwardzona. Ale im wyżej, tym bardziej robiła się kamienista i wąska, a w wąwozie prowadziła po drewnianych kładkach.

Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że jesteśmy jedynymi szaleńcami, którzy ciągną wózek po górskim szlaku. Nosidło byłoby zdecydowanie lepszym wyborem, ale zostało w samochodzie. Co zrobisz - idziesz dalej, podskakując na korzeniach i kamieniach, i udajesz, że tak miało być.

Warto wiedzieć: szlak przez Rosengartlschlucht (ok. 1,5 km i 250 m w górę, z centrum Imst do Hoch-Imst) oficjalnie nie jest przeznaczony dla wózków, bo wąwóz jest za wąski. Nosidło dla dziecka można za to wypożyczyć w informacji turystycznej w Imst.

Na końcu szlaku czekała nagroda - Family Park Hoch-Imst przy dolnej stacji kolejki Imster Bergbahnen, gdzie kończy się letni tor saneczkowy Alpine Coaster. Są tam też trampoliny, a obok plac zabaw i jezioro kąpielowe. Torem zjechaliśmy w dół w wózkach saneczkowych po metalowych szynach, wśród drzew, z widokiem na dolinę - świetna zabawa i dla dzieci, i dla dorosłych. Po wysiłku wspinaczki z wózkiem zjazd smakował podwójnie dobrze.

Tor ma 3535 m długości i Imst reklamuje go jako najdłuższą alpejską kolejkę górską na świecie. Startuje przy stacji pośredniej kolejki Imster Bergbahnen, a zjazd trwa ok. 7 minut i pokonuje 500 m różnicy wysokości.

Park wodny AREA 47 przy wjeździe do doliny Ötztal

We wtorek 24 lipca pożegnaliśmy kemping w Imst, ale zanim ruszyliśmy do Niemiec, pojechaliśmy jeszcze na basen do AREA 47. To największy park przygody na świeżym powietrzu w Austrii, położony przy wjeździe do doliny Ötztal, w miejscowości Ötztal-Bahnhof.

Część wodna, Water AREA, ma ok. 20 000 m², sztuczne jezioro kąpielowe, zjeżdżalnie i 27-metrową wieżę do skoków i zjazdów, a część atrakcji ma limity wieku. Książeczka z kuponami, którą dostaliśmy przy zameldowaniu w Imst, opłaciła się już tego dnia: dzięki dwóm nocom w okolicy na wstęp do AREA 47 dostaliśmy dużą zniżkę.

Via Claudia Camping w Lechbruck am See

Z AREA 47 ruszyliśmy na północ, do Niemiec. Na nocleg zatrzymaliśmy się na kempingu Via Claudia Camping w Lechbruck am See, w bawarskiej Algawii. Kemping leży nad jeziorem Lechsee, przez które płynie rzeka Lech, i choć jest duży, był bardzo spokojny.

Pierwszą rzeczą, którą zauważyliśmy, był brak zasięgu telefonu. Internet działał z prędkością modemu - strona ładowała się minutami. W 2018 roku, przyzwyczajeni do ciągłego kontaktu ze światem, poczuliśmy się trochę jak rozbitkowie.

Ale za to - cisza, czystość, niemiecka precyzja w organizacji kempingu. Każda parcela równiutko wyznaczona, sanitariaty lśniące, trawa przystrzyżona jak dywan.

Po jakimś czasie odkryliśmy, że kemping ma wifi - i to zaskakująco szybkie, zwłaszcza w porównaniu ze ślimaczym 3G w telefonach, jakiego w Polsce już się nie widywało. Dzięki temu mogliśmy przynajmniej zaplanować trasę na następny dzień, korzystając z map w telefonie.

Droga do domu

W środę 25 lipca rozpoczęliśmy ostatni etap - powrót przez Niemcy do Polski, już bez zwiedzania. Plan zakładał jeszcze jeden nocleg gdzieś przy granicy, żeby nie jechać jednym ciągiem. Ale rzeczywistość pokrzyżowała nam plany - kolejne kempingi, które mijaliśmy, okazywały się pełne. Lipiec, środek sezonu, nic dziwnego.

W końcu odpuściliśmy szukanie i postanowiliśmy po prostu jechać do domu. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad nad Jeziorem Raduszeckim, zbiornikiem na Bobrze koło Krosna Odrzańskiego - takie dzikie, leśne miejsce przy drodze. Rozstawiliśmy kuchenkę turystyczną i usmażyliśmy kiełbaski. Dzieci się wybiegały nad wodą, my odpoczęliśmy i z nowymi siłami ruszyliśmy na ostatni odcinek.

Wieczorem byliśmy już w domu. Namiot trafił do garażu, skrzynie wróciły na swoje miejsca, a dzieci w końcu zobaczyły swoje zabawki po dziesięciu dniach rozłąki. Wakacje 2018 - od alpejskich przełęczy przez włoskie Dolomity po tyrolskie tory saneczkowe - dobiegły końca.

Ale zdjęcia i filmy zostaną z nami na długo. I plany na następne lato już kiełkowały w głowie.

Więcej filmów z tej wyprawy jest na naszej playliście Alpy / Dolomity 2018, a o miejscach, które odwiedziliśmy z dziećmi po drodze, piszemy w przewodnikach po Włoszech z dziećmi i po Niemczech z dziećmi.

Trasa ostatnich dni: Waldcamping Völlan → Timmelsjoch → Imst → Lechbruck am See → Polska. Około 1200 km w cztery dni.

Informacje praktyczne

Przełęcz Timmelsjoch

Imst

AREA 47

Lechbruck am See

Via Claudia Camping leży nad jeziorem Lechsee w Algawii i ma ok. 850 miejsc (stan na listopad 2026). Z autostrady A7 zjeżdża się w Seeg i jedzie w stronę Lechbruck.

Exit mobile version