Trips With Kids

Monte Lagazuoi – okopy I wojny światowej w Dolomitach

W lipcu 2018 roku byliśmy na kempingu Camping Cortina w Dolomitach. Kilka dni wcześniej dotarliśmy tu przez Grossglockner – najwyżej położoną drogę alpejską w Austrii. Tym razem czekał nas zupełnie inny rodzaj przygody. Nie panoramiczna trasa samochodowa, ale góra, w której żołnierze ponad sto lat temu wykuwali tunele w skale.

Droga na Passo Falzarego

Rano zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy w stronę Passo Falzarego. Droga z Cortiny d’Ampezzo na przełęcz prowadzi serpentynami, a widoki z każdym zakrętem robią się coraz bardziej dramatyczne. Dolomitowe szczyty wyrastają z zielonych łąk jak ogromne kamienne wieże. Dzieci na zmianę przyglądały się krajobrazowi i kłóciły o miejsce przy oknie.

Na przełęczy Falzarego, na wysokości ponad 2100 metrów, znajduje się stacja dolna kolejki linowej na Monte Lagazuoi. Parking był dobrze oznaczony, a cała infrastruktura przygotowana na turystów. Kupiliśmy bilety na funivię – kolejkę, która w kilka minut wynosi pasażerów na wysokość 2778 m n.p.m.

Na szczycie

Wjazd kolejką to przeżycie samo w sobie. Kabina unosi się nad stromymi ścianami skalnymi i z każdą chwilą widok się poszerza. Na górze czeka schronisko Rifugio Lagazuoi i panorama, od której trudno oderwać wzrok – widać Marmolada, Tofane, Cinque Torri i dziesiątki innych dolomitowych szczytów.

Zabraliśmy ze sobą dmuchane sofy – w panującym na szczycie wietrze napompowały się w mgnieniu oka. Chwila odpoczynku na sofie z takim widokiem to coś, co trudno powtórzyć gdziekolwiek indziej.

Ale nie po widoki tu przyjechaliśmy. A raczej – nie tylko po widoki.

Tunele i okopy

Monte Lagazuoi to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc związanych z I wojną światową w Alpach. W latach 1915–1918 przebiegał tutaj front alpejski – linia walk między Włochami a Austro-Węgrami. Obie strony budowały w skale rozbudowane systemy tuneli, okopów i stanowisk strzelniczych. Żołnierze żyli i walczyli na wysokości prawie trzech tysięcy metrów, w ekstremalnym zimnie, lawiny były równie groźne jak wrogi ogień.

Dzisiaj te pozycje zachowane są jako muzeum pod gołym niebem. Ze szczytu ruszyliśmy pieszo w dół szlakiem prowadzącym przez dawne pozycje włoskiej armii. Ścieżka wiedzie przez tunele wykute w skale – niektóre są wąskie i ciemne, inne otwierają się na zewnątrz, ukazując stanowiska strzelnicze z widokiem na dolinę.

Dzieci reagowały zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Krzyś chciał wiedzieć, jak żołnierze jedli i spali w takich warunkach. Agata z niepokojem zaglądała w ciemne korytarze. Młodsze – Justyna i Iwona – traktowały tunele raczej jako wielką przygodę, nie do końca rozumiejąc jeszcze kontekst historyczny. I chyba dobrze – wystarczyło, że czuły tę atmosferę.

Przejście przez stanowiska bojowe robi wrażenie niezależnie od wieku. Widać otwory strzelnicze, resztki umocnień, miejsca, w których żołnierze spędzali tygodnie. Trudno sobie wyobrazić codzienne życie na takiej wysokości, w skale, z wrogiem po drugiej stronie grani.

Zejście

Szlak w dół jest stromy, miejscami wyposażony w linę asekuracyjną, ale dla rodziny z dziećmi jak najbardziej do przejścia – pod warunkiem, że maluchy lubią chodzić po górach i mają sensowne buty. Nasze czworo dawało radę bez większych problemów, choć pod koniec nogi już trochę protestowały.

Zejście zajęło nam mniej więcej dwie i pół godziny, z licznymi przystankami na oglądanie kolejnych tuneli i robienie zdjęć. Na dole, z powrotem na Passo Falzarego, czekał na nas samochód i zasłużona przekąska.

Podsumowanie

Monte Lagazuoi to miejsce, które łączy historię, przyrodę i górską przygodę w jednym. Dla nas było jednym z najciekawszych punktów pobytu w Dolomitach. Wieczorem wróciliśmy na kemping do Cortiny, zmęczeni, ale pod wrażeniem tego, co zobaczyliśmy. Następnego dnia czekały nas kolejne dolomitowe szlaki – ale o tym w kolejnym wpisie.

Exit mobile version